|
Miejscowości w
Gminie
DZIERZKÓW
Miejscowość położona jest nad Nysą Szaloną w zachodniej części
Wzgórz Rogoźnickich, u zachodniego podnóża Granitowej Góry.
Przez wieś przebiega szosa z Roztoki do Jawora oraz nieczynna linia
kolejowa.
Dzierzków powstał jako posiadłość rycerska, a swoją nazwę
przyjął prawdopodobnie od imienia pierwszego właściciela. W
zachowanych dokumentach wspomniano, że w 1305 roku wieś należała
do rycerza Tisczo i składała się z 14 gospodarstw chłopskich.
Do momentu, gdy w 1726r. Dzierzków przeszedł w posiadanie
hrabiego Rzeszy Hansa Heinricha von Hochberga III, wieś często
zmieniała właścicieli, co w znaczącym stopniu zahamowało rozwój
Dzierzkowa.
Z istniejących dokumentów dowiadujemy się, że w 1825 roku właścicielem
wsi był hrabia Rzeszy-Hans Heinrich von Hochberg VI znajdował się
tutaj dwór, 26 domów, 2 młyny wodne i cegielnia.
Szybki rozwój Dzierzkowa nastąpił dopiero w drugiej połowie
XIX w., gdy w okolicy zaczęto eksploatować złoża granitu i
wybudowano linię kolejową prowadzącą z Jawora do Roztoki. Od
niej poprowadzono bocznicę do kamieniołomów w Gniewkowie.
Po 1945 roku większość mieszkańców pracowała w kamieniołomach
oraz w Państwowym Gospodarstwie Rolnym, które zostało ulokowane w
zabudowaniach dworskich.
Legenda o założeniu Gniewkowa
i Dzierzkowa
Prolog
Snuj się, snuj nasza legendo
dziwy dziać się zaraz będą.
Bajanie ma to do siebie,
że go zmyśla lud w potrzebie.
Lata, wieki już minęły –
skąd się nasze wioski wzięły?
To za chwilę usłyszycie,
jeśli chcecie – zobaczycie!
Siedem wieków czas przechował,
los Dzierzgowa i Gniewkowa
w dalszych siedmiu niechaj gości
ręka boskiej Opatrzności.
Niech zachowa ten Lud Boży,
niechaj szczęście Mu pomnoży.
Dziś zebrały się tu tłumy
bo to powód jest do dumy
siedem wieków po sąsiedzku:
i po czesku, po niemiecku
i po polsku – tak po słowie
i w Gniewkowie, i w Dzierzkowie.
Jubileusz rzecz to rzadka,
historyczna to jest gratka.
W naszych głowach niech zamieszka
pamięć Gniewka, no i Dzierzka.
Ale teraz moi mili
doczekaliśmy tej chwili –
w imię obu wsi przyjaźni,
puśćmy wodze wyobraźni.
To o czym zaraz usłyszycie mogło wydarzyć się przeszło 700
lat temu.
Czasy to były niespokojne. Ludzie żyli zagubieni w lasach, a
ich byt mąciła tylko troska, czy w tej głuszy niepostrzeżenie do
ich domostw nie podchodzi dziki zwierz, najeźdźcy albo rabusie.
Ogromne połacie lasów pozostawały nietknięte stopą ludzką, ręka
człowieka nigdy nie tknęła tutaj drzew, aby ja siekierą i motyką
wykarczować, ziemię uprawić i przygotować pod zasiew. Założyć
później osadę i wieść dostatnie życie wśród rodziny i sąsiadów.
Tak było również na terenach, na których my obecnie
mieszkamy. Ale pewnego wiosennego dnia z daleka zaczęły rozlegać
się wołania i okrzyki. Zamilkło ptactwo, pierzchał w gąszcz
dziki zwierz. Zbliżała się jakaś gromada ludzi.
- Hej, hej!
- Jakaś rzeka przed nami, panie!
- Toć to Nysa zwana Szaloną.
- Z rozkazu Jego Miłości księcia Bolka zarządzam odpoczynek.
Dajcie spocząć koniom i służbie. Po posiłku książę prosi
rycerzy na naradę.
- Gniewko!
– Tak, panie!
- Dzierzko!
– Wedle rozkazu!
- Podejdźcie tu do mnie moi rycerze. Uzbierało wam się zasług
niemało. A i na wyprawach łupów zdobyliście mnóstwo. Czas się
już ustatkować, założyć rodziny i cieszyć się potomstwem.
Ziemię trzeba uprawiać, a w razie potrzeby, mnie i księstwu
mieczem służyć będziecie. Ja z drużyną po nocy odjadę na
zamek. Teraz jednak pragnę za wasze zasługi oddać wam w
posiadanie tę ziemię. Żeby zgoda między wami była i żebyście
sobie w drogę wzajemnie nie wchodzili – to wszystko co po prawej
stronie biegu rzeki Nysy widzicie, tobie Gniewko nadaję. Zaś co po
lewej stronie widzisz Dzierzko, ty obejmiesz w posiadanie. Teraz
czas na nocleg.
Kiedy zbliżał się wieczór Dzierzko czekał na przyjaciela. Po
chwili ukazała się jego postać ale jakaś dziwnie markotna i
niezadowolona.
- Niezbyt bogaty podarunek mi sprawił Książę. Jak ja taką
ziemie pełną kamiennych głazów, wzniesień i dołów uprawiać będę?
Nie dam sobie rady.
- I moja wymaga ciężkiej pracy, karczowania drzew, wołów i
ludzi do orki i zasiewów. Ale ja się ciężkiej pracy nie boje.
Dam sobie radę.
Przyjaciele rozeszli się bez pożegnania.
Mijały dni , tygodnie, miesiące… Gniewko i Dzierzko
sprowadzili lud do pracy, szkolili wojowników do obrony swych zagród
i zakładanych osad. Gniewko z bloków skalnych budował potężny
zamek. Dzieżko poszerzał swoje ziemie i obsiewał je zbożem
wszelakim. Od świtu do nocy ze swoją służbą pracował w pocie
czoła. Gniewko zaś ze swoją drużyną coraz częściej znikał z
zamku na wiele dni i tygodni. Po jednej z takich wypraw przywiózł
niemałe łupy, ale także piękną, młodą żonę. Dzierzko widząc
to w niedługim czasie ożenił się także. A że nie lubił zbyt
oddalać się od swojej osady, żonę znalazł w niedalekiej
okolicy.
Tak jak przykazał Książę – pan, w drogę sobie nie
wchodzili, o przyjaźni też mowy być nie mogło. Ukradkiem
podpatrywali siebie sami lub też kazali donosić sługom, jak się
każdemu z nich wiedzie. A zazdrość wzajemna też im dokuczała.
Mijały lata. Dzieci im dorastały. A najurodziwszą dziewką w
okolicy była córka Dzierzka – Radosna. Nie mógł oprzeć się
jej urodzie nikt – tym bardziej najstarszy syn Gniewka, Gościmir.
Młodzi coraz częściej przebywali ze sobą. Przychylnym okiem
patrzył na nich Dzieżko, bo piękna to była para. Młodzi musieli
się jednak kryć przed bystrym wzrokiem Gniewka. Ten nie mógł
zapomnieć urazy do Dzieżka i coraz częściej nakazywał Gościmiowi:
- Zabraniam ci spotykać się z tą dziewuchą. Jesteś synem
rycerza, zajmuj się rycerskim rzemiosłem, a nie oglądaniem się
za Radosną.
- Musimy spotykać się z dala od siedziby naszych rodziców, aby
ich nie drażnić. Od naszych wiosek widać pobliskie wzgórza, na
jednym z nich będziemy się umawiać, tam nam nikt nie będzie
przeszkadzać. Może kiedyś rodzice czulszym wzrokiem na nas spojrzą.
Radosna, pod pozorem zbierania ziół, na znaczeniu i mocy których
znała się nad podziw dobrze, wymykała się na całe dnie z
rodzinnego domu. Gościmir zabierał także łuk i kołczan ze strzałami,
przypinał krótki miecz i niby spełniając wolę ojca, udawał się
na polowanie. Ze wzniesienia owego doskonale widać było ich osady
– w razie czego, rychło mogli wrócić do swoich rodzin.
Ale oto pewnego razu z jednej z wypraw wróciła drużyna Gniewka
ze swym panem rannym na noszach. Długo leżał Gniewko w jednej z
komnat swojego zamku. Trzeba było sprowadzać do jego chorego ciała
słynną znachorkę. Ta zadecydowała:
- Rośnie na granicy lasy i łąk ziele, zwane „zielem życia”.
Ale może je znaleźć tylko dziewczyna o czystym, dobrym sercu, która
nie żywi do nikogo urazy i nienawiści. Można zerwać je tylko o północy
i kiedy księżyc jest w nowiu. Ja jestem już za stara na
poszukiwania.
Wieść o zaleceniu znachorki rozeszła się po okolicy.
Wiele dziewek, to w celu zdobycia nagrody, to w celu zaskarbienia
sobie względów Gniewka i jego rodziny, ale także dla
przypodobania się Gościmiowi – pragnęło szukać „ziela życia”
Zapragnęła tego również Radosna. Pomoc w chorobie ojcu swego
ukochanego uważała za swój obowiązek. Zbliża się pora nowiu.
Noce wtedy są ciemne i błądzenie po dzikiej krainie jest wielce
niebezpieczne. Nie wiedziała też jak wygląda „ziele życia”,
gdzie jego szukać. Serce jej podpowiadało, że wystarczy tylko
chcieć i kochać – to marzenie zostanie spełnione. Udała się
przed północą na poszukiwania. O północy coś błysnęło w
pobliżu, nachyliła się Radosna i zerwała rośliny, od których
biła niesłychana jasność.
Przez wiele dni czuwała dziewczyna przy łożu chorego Gniewka
– poiła go naparem z „zioła życia”, ocierała pot z jego
gorączką objętego czoła i spieczonych ust. Gniewko, przypatrywał
jej się z nieufnością, ale słaby bardzo nawet odepchnąć by jej
nie dał rady. Odwracał tylko twarz na jej widok i niewyraźnie
mruczał.
Czas i troskliwa opieka Radosnej goiła rany Gniewka. Coraz częściej
przy jej pomocy, a później sam, wychodził na dziedziniec zamku i
wystawiał twarz i ciało na ciepłe promienie słońca. Kątem oka
obserwował czułe spojrzenia Radosnej i Gościmira – ich
spotkania coraz większą sprawiały mu przyjemność. Nie wytrzymał
twardości serca i pewnego dnia rzekł:
- Trzeba mi się spotkać z Dzierzkiem. Stęskniłem się za
swoim dawnym druhem. A i widzę, że wy młodzi rady i przyzwolenia
od nas oczekujecie. Nie ma co zwlekać. Poproś Radosna swoich
rodziców na rozmowę.
Domyśleć się można jak młodzi przyjęli decyzję
Gniewka.
Dodać tu trzeba, że zrękowiny, ślub i weselisko odbyły się
jeszcze tego samego lata.
Szron przyprószył skronie Dzierzka i Gniewka. Coraz częściej
dawni druhowie spotykali się przy szklance miodu na pogawędkach,
wspominając dawne wyprawy wojenne. Dożywali swoich ostatnich dni w
pokoju i przyjaźni (wszystko to przypieczętowali budową kościółka,
który stanął obok zamku Gniewka, jako że ten dał kamienne głazy
ze swych posiadłości na jego budowę).
Młodzi, po ich śmierci, nazwali wioski Dzierzkowem i
Gniewkowem,
miejsce ich potajemnych spotkań, od ich imion nazywa się
Radogostem i istnieje naprawdę, a wieńczy jego szczyt kamienna wieża,
z której rozciąga się wspaniały widok na Gniewków i Dzierzków.
Co dziwne – aby uczcić pamięć założycieli dwóch naszych
miejscowości - Dzierzkowianie zawsze zajmowali się rolnictwem, a
Gniewkowianie woleli wydobywać kamień, którego, jak za czasów
Gniewka, do dziś mają pod dostatkiem.
EPILOG
Co się tutaj wydarzyło?
Czy tak było? Czy nie było?
Jutro gdy się pobudzimy
Może o tym pomyślimy?
To nasz wytwór wyobraźni,
ale mówi o przyjaźni,
która jak ten cud natury
mocna – to przenosi mury
Wszystko było tak, jak chcemy
za oklaski dziękujemy
by tym wioskom dodać sławy,
zapraszamy do zabawy
Napisał Henryk Gęsior
|